Pomyślałam, że zrobię post o maskarach, które używałam. Mało mówi się o tuszach do rzęs, co najwyżej można przeczytać opinie na wizażu. Nie wiem, czy komuś przyda się moja opinia, ale skoro w mojej głowie nazbierało się dużo informacji, to warto je wykorzystać : )
Pierwszą maskarą, jaką używałam, była maskara mojej mamy z oriflame.
To były początki mojego makijażu i dobrze pamiętam, że wadą tego tuszu było to, że bardzo brudziła. Na dodatek wtedy nie miałam żadnego środka do demakijażu i zawsze zmywałam to wodą lub kremem nivea, przez co robiłam jeszcze gorsze ślady na powiekach i pod. Zaletą były wydłużone, czarne rzęsy, ale nie polecam jej nikomu, o ile jest ona jeszcze w sprzedaży.
Kolejna maskara, która także była niewypałem to Volume Definition Maskara z Lovely.
Kupiła ją moja siostra i podkradałam ją, żeby od czasu, do czasu pomalować sobie oczy, bardziej je podkreślić i porobić sobie słodkie zdjęcia na photobloga. Teraz śmieję się z tego, jak głupiutka byłam, ciesząc się nowym tuszem do rzęs z diamentem na zakrętce. Ogółem była to kolejna maskara wydłużająca, nie pogrubiająca i w tym momencie nie kupiłabym jej ponownie. Koszt to ok. 8-9zł.
Nadszedł czas na badziew, czyli Avon SuperShock.
Dawałam mu szansę dwa razy. Najpierw opakowanie z kolekcji zodiakalnej, wszystko super, ale zaczął się kruszyć. Potem kupiłam kolejne opakowanie, standardowy wygląd. Także zaczął się kruszyć i bardzo szybko schnąć. Oceniam go na 0, bo nic nie robił, był okropny, nie polecam nikomu kosmetyków z Avonu, może te do ciała są dobre, ale co do tuszy do rzęs i kredek, to istna masakra moim zdaniem. Nigdy więcej nie kupię takiego bubla, tak chwalą produkt, a 20zł wydane w błoto.
Teraz robi się lepiej, czyli do akcji wkracza Collosal Volume Express.
Dostałam ją od siostry na Boże Narodzenie i byłam naprawdę szczęśliwa, ponieważ wtedy kosztowała ona 30zł i szkoda było mi wydać tyle pieniędzy na tusz. No cóż, z początku byłam zadowolona i gdy powoli wysychała byłam bardzo smutna i chciałam kupić taką samą. Teraz mogę stwierdzić, że po przetestowaniu tylu tuszy, ta wcale nie była najlepsza, gdyż pogrubiała rzęsy, nie wydłużając ich, a chodzi nam przecież o podwójny efekt.
Następnie wypróbowałam firmę Rimmel i kupiłam maskarę 1-2-3 Look.
Z początku mnie zadowalała, sądziłam, że skoro pogrubia 3-krotnie, to jest naprawdę godna kupienia, ale wszystko się popsuło, kiedy zepsułam te "pokrętło" (?). Tuszu było jeszcze dużo, a ja już nie mogłam cieszyć się tym tuszem. Byłam już trochę nim znudzona i używałam go tylko w domu, nigdzie go nie zabierałam, ponieważ nie chciał się zamknąć i wszystko brudził. Zużyłam go do końca, jednak więcej go nie kupię, ponieważ nie mam zamiaru znów go popsuć. Wtedy kosztował 22zł, ale teraz wiem, że można go kupić w Pepco w granicach 10-15zł.
Kolejny tusz to cudeńko, czyli znów Rimmel, tym razem Sexi Curves.
Do tej pory jestem zachwycona tym tuszem i mam nadzieję, że wciąż można go kupić. Jest obłędny! Pamiętam, że dzięki niemu moje rzęsy były pięknie wydłużone i pogrubione, chociaż na to się nie przygotowywałam. Byłam bardzo z niego zadowolona i zastanawiam się, czy nie kupić go ponownie. Zapomniałam dodać, że mam słabość do silikonowych szczoteczek, które z łatwością można umyć i świetnie zbierają tusz. Maskara kosztowała 22zł i chyba cena się nie zmieniła.
Następną maskarą, jaką kupiłam jest wodoodporna Collosal Volume Express Waterproof.
Kupiłam ją przez dobre opinie na wizażu, jako najlepszą maskarę wodoodporną, gdyż wtedy byłam przeświadczona, że na basen nie można pójść z niepomalowanymi tuszem rzęsami. Moim zdaniem jest dobra do wody, ale w momentach, jeśli ktoś nas ochlapie albo coś nam chlapnie do oka (dobra w czasie deszczu). Niestety na basen się nie nada, ponieważ przy przecieraniu oczu robi się panda, którą trudno zetrzeć palcami, a przecież nie będziemy kąpać się z wacikami lub patyczkami zamoczonymi w płynie do demakijażu. Nie mogę jej jednak dać super oceny, ponieważ wszystko, co robi to pogrubia, nie wydłuża. Posiadam ją do teraz i używam podczas deszczowych dni. Minusem jest to, że aby ją zmyć potrzeba naprawdę dużo czasu, gdyż jedno pociągnięcie wacikiem nic nie da. Musimy ją dokładnie zmyć z oka, przez co tracimy dużo czasu. Kupiłam ją za 32zł, ale teraz cena waha się w granicach 27-29zł.
Nie jestem pewna, ale chyba kolejną maskarą jaką kupiłam to Atomic Volume z Sephory.
Uwielbiałam ją i w tym momencie nic w niej nie ma, ale podczas ciepłych dni trochę ciepła sprawia, że topi się i można coś jeszcze z niej wygrzebać. Jest to jeden z lepszych tuszy, równie dobry jak Sexi Curves. Dają podobny efekt. Strasznie łatwo się jej używa, spokojnie można ją zmyć nawet najtańszymi płynami micelarnymi i starcza na bardzo długo, pomimo małej zawartości produktu. Kocham tą maskarę, kupiłam ją w promocji z płynem do demakijażu z Sephory za 30zł, a pamiętam, że z początku miałam kupić te produkty osobno - sam tusz 30zł, a płyn 16zł. Na szczęście przy kasie zauważyłam w boxach złączone produkty i byłam bardzo zadowolona.
Po świetnym Sephorowym produkcie przyszedł czas na Essence Multi Action.
Jakoś nie pamiętam, żeby sprawdzał się u mnie cudownie. Używałam go po prostu z musu, gdyż nie śpieszyło mi się po coś nowego. Udało mi się go wykończyć razem z siostrą i jej bardzo się podobał, ale ja nakładałam przynajmniej 2 warstwy tuszu, żeby rzęsy wyglądały ładnie. Zauważyłam także, że szczoteczki tego rodzaju (nie silikonowe) sprawiają, że tusz bardzo szybko opada na dolną powiekę i kruszy się na policzki. Nie jestem jego wierną fanką, u mnie się nie sprawdził. Koszt to ok. 10zł.
Kolejny tusz, jaki wpadł w moje ręce to znów tusz z Essence.
Kupiłam go poprzez niską cenę (11zł) i fajną szczoteczkę (znów silikon). Z początku nie byłam zadowolona z efektów, jednak gdy się kończył uważałam, że to bardzo dobra maskara, jak na taką cenę. Uznałam, że Essence naprawdę się spisuje robiąc takie fajne tusze w granicach 9-13zł. Powiedziałam sobie, że spróbuję z innym tuszem tej samej firmy, ale o tym zaraz.
Następny tusz, który miałam ostatnio to kolejny tani nabytek - Lovely Spectacular Me - wydłużająca maskara za 10zł.
Efektów nie miał cudownych, ale jak na swoją cenę bardzo go lubiłam. Używałam go naprzemiennie z tym Essence i z początku właśnie ten przykuł moją uwagę. Spodobała mi się szczoteczka, ponieważ dzięki wąskiej końcówce mogłam dotrzeć do krótkich rzęs w wewnętrznej części oka, nie brudząc się przy tym, a do tego mam wielką skłonność. Nie robił nic szczególnego, ale rzęsy wydawały się ciemniejsze. Niestety zaczął szybko schnąć i na tym się skończyła, że poszedł do śmieci po kilku miesiącach.
I nadszedł czas na tani tusz z Lovely, który dostałam od przyjaciółki, gdyż u niej się nie spisywał.
U mnie spisał się bardzo dobrze i bardzo ładnie podkreślał rzęsy. Były mocno wydłużone i lekko pogrubione, co bardzo mi się podobało. Starczył mi na bardzo długo i chętnie kupiłabym go ponownie, jednak zauważyłam, że nie ma go już na stoisku w żadnym Rossmanie. No cóż, nie wiem, dlaczego go wycofali, ale jak na cenę maskar z tej firmy (8-10zł) to naprawdę polecam.
Maskarą, którą teraz używam jest Essence I ♥ Extreme, którą kupiłam w marcu za 13zł na stoisku w Douglasie.
Wydawała mi się fajna, przez dużą grubą szczotę, jednak przy aplikacji zaczęła mnie irytować, właśnie przez swoją wielkość. Przy nieostrożnym malowaniu rzęs robi pandę i trzeba naprawiać wszystko patyczkami higienicznymi. Nie polecam, aczkolwiek używam jej cały czas i czekam, aż pojadę do dużego miasta, aby zakupić nową. Ta już powoli wysycha i bardzo dobrze, bo już czas zamienić ją na coś lepszego. Polecam, jeśli ktoś lubi się bawić, bo efekt ma ładny, ale trzeba naprawdę skupić się na aplikacji.
To jak na razie wszystko, zastanawiam się nad kupnem Sexi Curves lub Atomic Volume. Muszę się wybrać w tym tygodniu do jakiegoś centrum handlowego, żeby sprawić sobie coś porządnego. Mam nadzieję, że wytrwaliście do końca i że moja opinia jakoś Wam się przyda. Może polecacie coś na wzór tych perełek? Piszcie w komentarzach. : *
1 komentarz:
Na pewno skorzystam ♥
http://msw-t.blogspot.com/ link do mojego bloga może kogoś zainteresuje ;*
Prześlij komentarz